,,-Nie mogę. -powiedziałamGdy wróciłam do domu, podałam na łóżko. Po kilku minutach poduszka była cała mokra a moje oczy były zmęczone, więc zasnęłam. Śniłam o Janku i tej dziewczynie. Czy ta sytuacja będzie mnie ciągle prześladować? Chce już o nim i o tym wszystkim zapomnieć. Kiedy wstałam wzięłam czysta bieliznę, czarne szorty i niebieską koszulkę z krótkim rękawem. Poszłam się umyć, po czym się ubrałam. Nie miałam na nic ochoty ,więc położyłam się na łóżku i zaczęłam przeglądać Facebooka. Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi.
-Ale czego? -podszedł do mnie bliżej.
-Nie mogę ci tak od razu wybaczyć...
-Ale... Ja naprawdę żałuję...
-To, że żałujesz nie znaczy, że nie zrobisz tego drugi raz...
Zawróciłam się i poszłam do domu."
(Perspektywa Jasia)
Z samego rana po umyciu się i przebraniu poszedłem do sklepu. Kupiłem jednego średniej wielkości misia i milkę oreo. Przyszedłem do Marty. Otworzyła mi jej mama, ponieważ był weekend i nie pracowała.
-Dzień dobry... -powiedziałem i lekko się uśmiechnąłem.
-Pewnie przyszedłeś do Marty - zaśmiała się i wpuściła mnie do środka. - Idź do niej, jest na górze.
-Dziękuję - skinąłem głową i szybko pognałem na piętro.
Wszedłem po cichu do jej pokoju. Widziałem ją na łóżku. Gdy otworzyłem szerzej drzwi, zaczęły skrzypieć.
-Kurczę. - pomyślałem
-Co ty tu robisz? - usiadła na łóżku i spojrzała na mnie z pogardą.
-Chciałem cię przeprosić... Po raz kolejny. - zacząłem i wszedłem do jej pokoju. Zamknąłem drzwi i oparłem się o nie.- Zrozumiałem, że nie jesteś jakąś rzeczą.
-Brawo - odwróciła ode mnie wzrok.
-Weź to - podałem jej misia i czekoladę.
-Myślisz, że czekolada załatwi sprawę?? -wstała z łóżka, gdy nagle na jej policzkach pojawiły się łzy i ponownie usiadła. -Miałam cię za osobę szczerą i uczciwa w stosunku do mnie.
Nagle zaczęła płakać coraz mocniej. Usiadłem obok niej i zacząłem ją przytulać. Odwróciła się do mnie i odwzajemniła uścisk. W tej chwili do pokoju weszła mama Marty.
-Umm... Chyba przyszłam w złym momencie. - wyszła i słychać było za drzwiami cichy chichot.
-Obiecaj mi, że nigdy więcej tego nie zrobisz. - powiedziała.
-Obiecuję. - odpowiedziałem po czym odsunąłem ją od siebie i pocałowałem ją w usta.
-Ja chyba już pójdę. -powiedziałem, wstałem z łóżka i kierowałem się z stronę drzwi.
-Zaczekaj. - wstała z łóżka -Może pójdziemy na spacer? Z psami, czy coś...
-Oczywiście! -powiedziałem z wyraźnym entuzjazmem.
Zeszliśmy na dół. Marta wzięła swojego psa, złapała go na smycz i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Zabrałem Ari'ego i poszliśmy w stronę centrum. Zabrałem Martę na lody. Chciała odmówić, ale już jej go podawałem. Posłała mi chytry uśmiech, ale przyjęła mój "podarunek". Chodziliśmy już tak z dobre 30 minut.
-Chyba muszę już iść... - powiedziała cicho dziewczyna.
-Co? Dlaczego? - w moim głosie słychać było zawód.
-Mama zaraz zacznie się o mnie martwić.
-Dobra, ale szykuj się do tego, że jutro przyjdę po ciebie z samego rana. - puściłem do niej oczko. - chodź, odprowadzę cię.
Objąłem ją i poszliśmy w kierunku jej domu. Gdy byliśmy na miejscu, pocałowałem ją w nos i poszedłem do siebie. Położyłem się na łóżku. Bardzo za nią tęskniłem. Była godzina dwudziesta pierwsza, ale od razu zasnąłem.
(Perspektywa Marty)
Tak naprawdę nie chciałam przebaczać Jankowi. Potraktował mnie jak jakaś zabawkę, która mu się znudziła. Nie ma sensu nawet o tym mówić.
____________________________________________
Było tego trochę (ale tak troszeczkę) więcej ale niestety mi się usunęło więc bardzo przepraszam. Mam nadzieje, że spodobała wam się rozdział :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz